Wolna Strefa Jawa - CZ
Inne => Na każdy temat => Wątek zaczęty przez: WujoWojtas w Lipca 04, 2018, 17:59:18
-
Idiota z tytułu jestem ja. Dziś mało brakowało a przyjąłbym kolegę motocyklistę na bok auta... wymuszenie na skręcie w lewo z podporządkowanej... :(
No taki jestem zły na siebie ze szok, ale kurde nie widziałem go :/
Koleś na szczęście miał dobre spowalniacze i z piskiem ale wyrobił, rzucając srogą kurwę na mnie - nie dziwie się of kors :/
Jak unikać takich sytuacji? Zarówno jako puszka jak i na moto?
Oczywiście swoje przemyślenia mam, ale ciekawi mnie zdanie innych...
Jakieś dodatkowe światła? W ogóle można coś Ala dzienne na jawę założyć zgodnie z przepisami?
-
Sam jeżdżę bez, ale motocyklista w kamizelce odblaskowej jest dużo lepiej widoczny.
-
Niestety motocykliści jeszcze jeżdżą szybko ciężko ich zauważyć
-
Z mojego doświadczenia to oczy do dokoła głowy i kilkukrotne sprawdzanie, zanim się wyjedzie i skupienie na tym, co się robi, a nie na rozmowach, słuchaniu muzyki czy rozmyślaniu Bóg wie o czym. Na moto to traktowanie wszystkich aut jako zabójców czyhających na nasze życie. Jak widzisz kogoś z prawej to zakładaj, że wyjedzie. Mój dotychczasowy bilans to jeno zajechanie rowerzyście, zero zajechań motocyklom i jeden raz dałem się ustrzelić przez auto wyjeżdżające z prawej. Do dziś mam do siebie pretensje, że tego nie przewidziałem i dałem się zaskoczyć. Patrząc jak jeżdżą ludzie po Warszawie, to żadne dodatkowe światła, sygnały itp. nie pomogą, bo część osób po prostu nie skupia się na jeździe tylko na wszystkim innym:( Gdyby to była kwestia tylko szybkości lub widoczności, to ludzie nie wjeżdżaliby pod tramwaje, autobusy czy też Robury z przyczepami.
-
Wczoraj koło Stargardu właśnie taka sytuacja, zabrała nam jednego jednosladowca na tamten świat.
Tak jak mój przedmówca jestem zdania że tylko i wyłącznie skupienie kierujących może tutaj pomóc.
-
Motocyklista za kierownicą puszki to i tak pół biedy, najgorsi są ci co nie mają zielonego pojęcia o jeździe motocyklem. A jazda po stolicy czy to autem, czy motorkiem to faktycznie ryzyko porównywalne do r... bez gumy w portowym bur... ;)
-
Wczoraj koło Stargardu właśnie taka sytuacja, zabrała nam jednego jednosladowca na tamten świat.
Tak jak mój przedmówca jestem zdania że tylko i wyłącznie skupienie kierujących może tutaj pomóc.
Wychodzę z założenia, że jadąc jednośladem nigdy nie mam racji. To, że jakogoś widzę nie znaczy, że ten ktoś widzi mnie. Przekonanie rośnie wraz ze wzrostem prędkości (mojej). Reszta to doświadczenie i nawinięte kilometry.
-
Motocyklista za kierownicą puszki to i tak pół biedy, najgorsi są ci co nie mają zielonego pojęcia o jeździe motocyklem. A jazda po stolicy czy to autem, czy motorkiem to faktycznie ryzyko porównywalne do r... bez gumy w portowym bur... ;)
I tu się nie zgodzę. Ostatnio puszka mi zajechała drogę, spowalniacze w CZ dały rade bo jechałem wolno, ale jak na typa zatrąbiłem dał po heblach i jeszcze z mordą na mnie wyjechał że miałem w *uj miejsca, bo ona ma cioppera 1100 i wie, a moje to na kosiarkę się nie nadaje.
-
Tylko, że po spotkaniu z samochodem co mi z satysfakcji, że ja miałem rację?
-
Bo to pewnie był taki motocyklista jak z koziej d... trąba. Widuje się takich łykendowych lanserów na cioperach 1100 co przy wsiadaniu na parkingu potrafią glebę zaliczyć. A buractwo jest wszędzie nawet i wśród motocyklistów.