Wolna Strefa Jawa - CZ
Inne => Opowieści warsztatowe => Wątek zaczęty przez: Schiso w Grudnia 09, 2007, 15:13:27
-
Piszę to bo naprawdę jak tylko jeżdże na 2 kołach niemiałem takiej przygody. Dosłownie chwile temu wrócilem z dworku.
Mówie zajże co tam u Jawuni :> słychać w garażu, taka samotna stoi...
Wiadomo odpaliłem ją wsiadam i wypadało by rozruszać troche. Jade jak zawsze na mój obszar jazdy tu i tam i wkoñcu wracam do domu i mam taki jakby fajny zajazd że jest skręt na taką uliczkę na łąki i tam zaraz potem skręcam i mam akurat podjazd ładny pod garaż. Jadę na II biegu nie za szybko siedze wygodnie na siedzeniu, zakręcam, lekko się przechylam i akurat ni stąd ni zowąd nie czuje stopki pod lewą nogą - odrazu wiadomo noga poleciała na ziemie pociągając całe ciało i akurat wjechałem na trawę a jest ślisko bo mokro. Przycholny bardzo już i do tego tylne koło już bokiem idzie kopiąc mały rów i cóż leżymy z jawą wykręceni w drugą stronę. <lol> Wstaje patrze czy jest wszystko ale OK. Dziadek akurat widział to i już odrazu że co ja robie a ja śmieje się :D <lol> <lol>
Naprawdę jak tylko jeżdże na motorach tak nie miałem takich przygód żeby się wywalić, owszem zdarzało się że motór się wywrócił ale to z innych powodów.
Mieliście jakieś podobne sytuacje? Taki "mój pierwszy raz" ? :D
-
No w sumie to z Jawy nie spadlem , ale mialem 2 przygody na rometach .
1. jak skrecalem w przecznice i przed samym skrzyzowaniem jakis gosc ze sklepu wylal mydliny na cala szerokosc ulicy <furious> No zeby do kanalu to ok . A ja myslalem ze to woda i sruuu portkami po safalcie :|
2. Bylem na lotnisku ok 3 km od domu i patrze idzie burza ---
(Wtedy byl jeszcze jeden dziwny numer , to byl jakby piorun ktory udezyl w wiatrowskaz (rekaw) na szczycie hangaru ... ale nie bylo huku , i blysk byl slaby , ale widzialem ze byl ... <eek> )
--- , no to pomalu sie zbieram i wracam sobie spokojnie . Mialem kask bez szyby , tylko z daszkiem wtedy . No ze bedzie lalo to wiedzialem , ale nie pomyslalem ze spadnie grad <eek> momentalnie mnie oslepilo , jechalem ok 25-30 km/h juz po miescie i juz patrzylem gdzie by sie zatrzymac . Patrzylem to za duzo powiedziane ... hyh , zerkalem na prawa strone tak ze widzialem kraweznik , i jak na chwile podnioslem glowe zobaczylem 3-4 metry przede mna malucha . stal przodem do mnie , zaparkowany pol na chodniku i pol na ulicy . ani skrecic , przychamowac , nic nie zdazylem ... ehhh , praktycznie slizgnolem sie po prawym boku malucha , przednie kolo nie trafilo w auto ale prawy bok motorka juz tak . Scielo mi prawy podnozek , dekiel plastykowy z puszki na narzedzia ... Ja trafilem prawa stopa (duzym palcem , nie moge go zginac za bardzo , chyba mi sie cos przestawilo ...) w zdezak przedni , lokciem w slupek przedniej szyby i plecami przejechalem po asfalcie , przedtem przyrznawszy tylem glowy o asfalt . No kask mialem pekniety z tylu od samego dolu gdzies na 12-14 cm do gory , czyli jakbym go mie mial to bym tu juz nie pisal zapewne . Od tego czasu nie ma takiej mozliwosci zebym sam bez kasku , albo pasazera zabral . A w tym maluchu wlaczyl sie alarm =) pamietam ze jak lecialem to sie zdazylem zdziwic co tak wyje ... w sumie w maluchu nic sie nie stalo , mial male wgniecenie w progu i przestawione lusterko i to wszystko . A ja pozbieralem sie i rometa i narzedzia i dopchalem sie do domu . No od tego czasu silnik dostal drgan ... :|
Ale jedno mnie cieszy (no cieszy to za duzo powiedziane chyba) ze to wszystko bylo romkami , przy nieduzych szybkosciach , cale zycie sie czlowiek uczy ... jakbym wtedy mial Jawe 350 to moglo by byc calkiem inaczej ...
Jawa tez mi sie wywracala kilka razy , ale zawsze na postoju , jak postawilem na miekkim trawniku ... albo jak zatrzymalem sie w poprzek takiego ukosnego podjazdu i nie siegnolem prawa noga do ziemi . ale to nie bylo nic groznego (zlamana manetka itp) . No mialem jeszcze 2 zakrety ze konczylem je poboczem , ale Jawa mnie szczesliwie i bezpiecznie przeniosla =)
-
Cóż, stara prawda motocyklisty mówi, że jak się nie wywrócisz, to się nie nauczysz ;)
A moja pierwsza wywrotka była na postoju na trawce. stałem, a właściwie siedziałem podpierając się o simsona z jednej strony. Straciłem równowagę i poleciałem do tyłu na plecy, a simson na bok mi pod nogi. Może to było takie przygotowanie do pó¼niejszych gleb, żeby oswoić się z leżeniem na ziemi :>
-
W te wakacje pewnego dnia po pracy pojechałem z kolegą do sklepu po piwko, zaparkowałem jawę pod marketem i udaliśmy się na zakupy. Wracamy z pełnymi plecakami, odpalam maszynę, wsiadamy i ruszam. I jakież było moje zdziwienie gdy kierownicy nie dało się wyprostować. Jawa zwaliła się na lewy bok, my również. Ludzie pod sklepem w śmiech a my w jeszcze większy. Okazało się, że zapomniałem odblokować kierownicę. Szczęśliwie nic się nie stało zarówno jawie jak i złocistemu nektarowi, którym mieliśmy wypełnione plecaki :)
Pzdr
-
Ja też miałem parę ciekawych sytuacji je¼dziłem kiedyś na takim simsonie pół automacie (jeszcze stoi w garażu) i gdy mi go tato kupił miał słabe hamulce więc pewnego dnia postanowiłem podciągnąć i się przejechałem efekt tego był taki że jak wcisnąłem tylny hamulec to simek bokiem i na glebe a ja za nim to było na trawie więc wyglądało jak na wyścigach tak jechałem za tym simkiem szczęście że to mi na nogi nie spadło bo cięzkie cholerstwo coś podobnego do jawki 50 a co do przypadku kolegi kamil123 to byłem kiedyś u kuzyna i chciał zrobić głupi żart i zablokował mi kierownice w Mz ja wychodze śpieszę się odpalam i rura a tu motor nie chce skręcić odratowałem sytuacje postawiłem moto nakopałem kuzynowi i dopiero pojechałem do domu
-
Ja swoj pierwszy raz mialem zaraz pozakupie pierwszego motocykla. Zawsze "cos czulem" do dwoch kolek,wiec od malca jezdzilem rowerem a jako mlodziak to i w klubie sie scigalem (takze na przelajach), wiec nie mozna powiedziec - podstawowe problemy braku przyczepnosci znalem dobrze. Jak mialem lat 16 na glowie stanalem zeby zrobic prawo na motor-oboz taki wyczailem,gdzie za zgoda rodzicieli mozna bylo zrobic to w wakacje. Jak tylko mialem papier w reku zaczalem szukac jezdzacego sprzetu (niejezdzacy juz mialem - Junaka M10 '60 w kawalkach zajmujacych cala podloge mojego pokoju). Udalo sie wtedy kupic od znajomego Jawe 175 '58 z wyrwanym mocowaniem stojana pradnicy, ktora po kilkumiesiecznej walce uruchomilem ku matczynej rozpaczy. Najpierw byly jazdy po kilkaset metrow a jak zdobylem kask ruszylem na miasto. Wspaniale bylo az do momentu jak spadl deszcz - trzeba sie bylo szybko ewakuowac do domu no i nie docenilem roznicy miedzy rowerem i motocyklem. Skrecajac w lewo na ulicy ktora jezdzily tramwaje wylozylem sie klasycznie na mokrej szynie tramwajowej jak zoltodziob. Do tej pory to pamietam i sobie tego wybaczyc nie moge. A pare lat minelo...
-
Ja parę lat temu jak miałem Ogara 200 to też się dwa razy wywaliłem.
1 raz to było tak że zaraz kilka dni po kupnie pierwszego sprawnego motorka postanowiłem się przejechać. Wcześnie bardzo dużo je¼dziłem na rowerze. Jadąc sobie ok 40 km/h postanowiłem jednak skręcić w inną drogę którą już prawie minąłem, a że na drodze był piaseczek a ja z przyzwyczajenia nacisnąłem na prawą klamkę lekko gazu dodając przy tym to efekt był taki że zaraz leżałem na środku drogi a Ogar przy jej krawężniku a z kolei jego zbiornik pomiędzy mną a nim tak na 1/3 szerokości drogi. I do domu wróciłem trzymając zbiornik między kolanami :)
2 raz był kiedy Na tym samym Ogarze jechałem z kolegą oglądać motorynkę bo chciał kupić. Chwile wcześniej spadł deszcz. Już wracaliśmy do domu. Jadąc z górki po brukowanej drodze w sąsiedniej wsi wpadliśmy nagle pomiędzy bruk a skarpę od płotu i nagle czujemy że nas przechyla ale wolno i czym zdążyliśmy zareagować już leżeliśmy oparci razem z moto rowerkiem na boku. Cali w błocie wracaliśmy do domu. A i jeszcze jak podnosiłem moto to się okazało że znów zbiornik mi się urewał i znów jechałem ze zbiornikiem w kolanach :]
-
Ja na moto leżałem 2 razy. Pierwszy raz typowy - jechałem etz 150 nad rzeczkę. Dojazd oczywiście po łące. A ja się brałem za przedni hampel. Drugim razem natomiast wracałem na CZ 175 z zimowej przejażdżki po zakup pierwszej jawy :) . Po prostu wywaliłem się na lodzie. Zaraz przed własną bramą.
Miałem natomiast 1 sytuację dość śmieszną. Wracałem z nad kąpieliska na MZ TS 150 (to było rok przed tym jak brat miał ETZ 150). Jechałem ok 30km/h zastanawiając się dlaczego przyjechałem tutaj wzdłuż brzegu odje¼d¼ając łąkę dookoła nie tak jak teraz przecinając ją w poprzek. Po 3s już wiedziałem. Wwaliłem się prostopadle w metrowej głębokości rów (na szczęście była susza i nie było w nim wody). Jakimś cudem dzięki braku części oleju w zawieszeniu udało mi się nie przelecieć przez ster i siłą rozpędu przez rów przejechałem. A ile czasu kumple śmiali się z tej sytuacji wspominał nie będę ;)
-
o moim przypadku już pisałem tu :)
http://www.demonos.vipserv.org//component/option,com_smf/Itemid,155/topic,678.0
-
Cóż swoim motorem dzisiaj tak zaliczyłem glebe, dobrze że była to trawa bo niechciałbym mieć wgniecieñ na baku.
Zato taki uraz mam jak to brat kiedyś na mojej jawce chciał poje¼dzić na jednym kole (kumpel tak zawsze je¼dził to czemu by nie miał spróbować... :-/) no i cóż jak poszła mu na jedno tak nie mógł utrzymać jej i zawisneła na siatce i spadła na ziemie obok drogi. Boli to bo ja w kake włożyłem sporo pracy i do tego nowy lakier (srebrny w metaliku) niestety odbiło się troche grysu na blachach. Szkoda mi bo ja nigdy tą jawką nie szalałem, szkoda było włożonej pracy, cierpliwości i samego sprzętu.
-
Ja tylko raz lądowałem awaryjnie na szczęście również na trawie. Wszystko przez własną głupotę, grzebałem coś przy moto i zdjąłem oba przednie podnóżki, pó¼niej skręciłem wszystko na szybko i chciałem sprawdzić czy działa (już nawet nie pamiętam co to był). Jako, że CZ nie zarejestrowana tłukłem się po lasach, jadąc przy lesie zauważyłem małą górkę na ścieżce, chcąc zamortyzować przejazd przez nią wstałem... tylko szkoda, że podnóżki nie były dokręcone na fest, oba poszły w dół i prawy automatycznie wcisnął hamulec. No i motyw stały jak to na trawie, CZ idzie bokiem jak na żużlu, a już po chwili leże w jeżynach. Ale na szczęście prędkość nie była duża no i trawa, więc ja cały i CZ cała. Jak tylko kupiłem CZ na drugi dzieñ wujek chciał się po podwórku przejechać, sytuacja podobna, hamulec na trawie CZ w bok, a po chwili dosłownie "dachowanie" motocyklem, do tej pory mam wgniecenie po prawej stronie na baku.
pzdr
-
romet ogar + zerwana linka hamulca + żwir + zakret = gleba. tylko tyle odemnie :P
-
Heh to ja też coś od siebie dodam...
Moja pierwsza taka poważna gleba to było już niestety jawą...
Kupiłem ją i kilka dni, no może tygodni po zakupie nie chciała mi odpalić z kopa (słaby akuś) to odczepiłem lewy kufer i próbuję na "pych". Jawa ni jak nie chciała współpracować z ową metodą i gdy ja się już rozmyśliłem Jawa jednak załapała ciągnąc mnie za sobą, a ja oprócz przekręcenia manetki wcisnąłem dodatkowo przedni hamulec....
Po chwili sąsiad wychodzi z domu i pyta: "Co wywaliłżeś sie??" a ja mu odpowiadam "Nie, tak sobie leżę"...
Wstaję oceniam straty i nie było tak ¼le...
Skrzywiony uchwyt lewego przedniego kierunku, tylny lewy wyłamany, wygięty delikatnie przedni błotnik i przerysowany troszkę wydech...
Poza tym kolana, łokcie, trochę po¼dzierane bo niestety to była "betonówka" a nie trawa tak jak koledzy powyżej... <unsure>
-
No to i ja sie pochwale :)
Prawo jazdy kat A posiadam juz ponad 3 lata (jak to szybko zlecialo :) ) i przez ten czas zdarzylo mi sie kilka upadkow i jeden powazniejszy wypadek. Juz nie licze ile to razy sie glebe zaliczylo na motorynkach, rometach etc :D za czasow jak to sie po polach i lasach ganialo.
Ok 10tys km zrobilem po samej Warszawie i niewiele w trasie bo ok 3-4tys. W stolicy mialem m.in. takie przypadki jak to kierowca TIRa zepchnal mnie z drogi no i niestety wyladowalem na chodniku (tylko poobijany:) ) oraz pewien zlosliwy stojacy w korku otworzyl drzwi od swojego opla astry <furious> ,a jak wiadomo my motocyklisci mamy taka mozliwosc ze mozemy powolutku sie przemieszczac miedzy autami, wiec mialem bardzo bliskie spotkanie z jego drzwiami, lecz na szczescie bez zadnych uszkodzen :)
Wypadek mi sie przydarzyl po czesci z wlasnej glupoty, ale rownierz zawinili drogowcy, ktorzy nie posprzatali po wybudowaniu ronda. Wiec chcialem skrecic w prawo a moto pojechal mi prosto <eek> (delikatnie na przednim hamulcu + piasek <frusty>), jakos udalo mi sie narzucic tyl, ale i tak nie ogarnalem tematu i wystrzelilem na wysepce zaliczajac przy tym znak glowa :[. Moto juz nie ratowalem, bo nie bylo sensu <furious> a ja...
...jak to ja troszke uszkodzen (pogruchotany nadgarstek, wstrzasnienie mozgu oraz poprzestawiane kregi) i zyje dalej :>
-
Pare spadniec z motoru było :)
Pamietam jak zrobiłem przedni hamulec w MZ i sobie chciałem go przetestowac a mokro był i wyrznełem
Z 2 misiące temu wyrznelem na Jawie na podwórku mam górke ziemi chcialem otro przejechac przez niżą a że mam crossową opne z tlu to pozadnie zlapała i poszła mi dęba przechyliła sie ja przeleciałem przez kierownice prwie mona powiedziec a bo tak jakby prze lewa strone kierownicy a Jawa na mnie, rozdarłem sobie gatki i sie poobdzierałem a Jawie kompletnie nic sie nie stało
Na jesienie jechalismy z kumplem na wuesce przez las był 3 esy podrząd za góreczkami jechalismy dośc szybko jak na taka droge i w pewny momencie niezebralismy zakretu i wsk szła na drzewo wiec odbiłem z całej siły i skonczyło sie to lotem nas obydwóch przez kierownice :) naszczescie, bo jak bysmy hukneli w drzewo to róznie mogło by byc. :-/
-
czy tylko ja nigdy nie miałem takiej wpadki <blink> <lookaround> ?
-
czy tylko ja nigdy nie miałem takiej wpadki <blink> <lookaround> ?
Chyba tak, ja pierwszy raz wywaliłem się zaraz po kupnie, ogarnalem trochę co to manual to dawaj się przejechać, z przyzwyczajenia zahamowalem przednim (rączka po tej co w rowerze tylny hamulec) a że kiera nie była dokrecona to przeleciałem ładne parę metrów nawet z moim mało opływowym kształtem...
-
Anusiak co Ty tak w śmieciach grzebiesz ? ;D
Jak Ty to mówisz? A no tak: Czorcie nie rób z igły widły :P
-
3ci dzień jazdy BMW R1100RT, podjeżdżam dumny i blady pod robotę, zawijam, pochyliłem się ciut za mocno, prędkość za mała, fik i motór leży na prawym garnku :D
Niestety tego sprzęta nie dałem rady sam podnieść, wyszedł ochroniarz z roboty i we dwóch postawiliśmy :) więcej wpadek nie było :)
-
Nie będę pisał okoliczności, tylko czym i jak:
Najpierw komarkiem położyłem się na prawy bok, potem przeleciałem przez kierownicę w WSCe, położyłem się na prawy bok CZ, położyłem się na lewy CZ.
-
Nie będę pisał okoliczności, tylko czym i jak:
Najpierw komarkiem położyłem się na prawy bok, potem przeleciałem przez kierownicę w WSCe, położyłem się na prawy bok CZ, położyłem się na lewy CZ.
Strażak ty masz rejestr zdarzeń - swoją drogą masz farta że żyjesz :D
-
Coś w tym jest. Przytrafił się jeszcze wypadek samochodowy, 2 lata temu, a do tej pory czuję skutki i będę czuł...
-
A ja miałem swoją wpadke zimą
No więc tak jak to zima ślisko, zimno i ogólnie be. Poszedłem do garażu ot tak chociaż popatrzeć na wsk tak stoje oglądam i myśle a co mi tam przejade sie ;D . Jak pomyślałem tak zrobiłem, w drodze powrotnej do domu wjechałem w zamarzniętą koleinę a w tedy pierwszy konkretny szlif. Porysowana twarz, kolano granatowe i ogólnie cały obolały o dziwo wsk w całości nic się jej nie stało chociaż tyle dobrego. :)
-
Ja kiedyś zrobiłem mały wypad z kolegami na motórkach z 10 lat temu były : moja cz 175 mz etz 150 suzuki gsxr 400 skuter peugota i dwa simsony s 50 .Trochje się rozbujałem cz i miałęm wyprzedzać skuter peugota nagle ten nie olądająć sie za siebei wżucił kierunek i skręcił mi prosto pod koło troche wychamowałęm ale to było za mało położyłem cz na bok zrobiłem nią jak by drifta iskry się posypały a cz dopiero wychamowała na krawężniku mi się nic nie stało cz przytarła sobie ponużki i wydech .
Ale minę gościa do dziś pamiętam jak nagle mnie zobaczył wyglądał tak jak by miał zeskoczyć ze skutera i wsiąść go pod pachę i sp..... gdzie pieprz rośnie .
-
Ale minę gościa do dziś pamiętam jak nagle mnie zobaczył wyglądał tak jak by miał zeskoczyć ze skutera i wsiąść go pod pachę i sp..... gdzie pieprz rośnie .
No to mina musiała być bardzo podobna do miny mojego kolegi po przejażdżce ze mną jakieś 19lat temu. Byłem wtedy jednym z nielicznych co mieli Jawę 350TS i pewien znajomy chciał zobaczyć jak jeździ się na Jawie. No to pewnego dnia wziąłem kolegę na wycieczkę po okolicy (po mieście żeby było ciekawiej),a był to czas, że Jawą ruszałem tylko z nożnego sprzęgła. Z nożnego nie dlatego że linka mi się zerwała, po prostu spodobało mi się ruszanie jak samochodem, długo tak jeździłem (ale bez pasażera). Na wstępie muszę zaznaczyć że kolega nigdy motocyklem nie jechał, jedynie śmigał rowerem. Dłuższy czas wszystko było OK, aż do momentu jak dojechaliśmy do skrzyżowania drogi z pierszeństwem przejazdu ( taka główniejsza uliczka na osiedlu), mieliśmy pod górkę. Podjeżdżam po woli, zatrzymuję się (jak się okaże za chwilę była to tylko próba zatrzymania),lewa noga standardowo na sprzęgle, a prawą zamierzam się podeprzeć (już prawie dotykałem asfaltu). A tu nagle kolega z tyłu przechylił się ostro na lewo (wiercipięta jakiś), ja tracę równowagę, żeby ratować się przed upadkiem zabieram lewą nogę ze sprzęgła i chcę się podeprzeć (prawa nie wróciła jeszcze na hamulec). No i się zaczęło, sprzęgło puszczone, motocykl poderwał się do góry i wyrwał do przodu, chciałem odjąć gaz ale kolega złapał mnie za barki i pociągnął, dzięki czemu dałem jeszcze więcej gazu i z wielkim rykiem w chmurze dymu przemknęliśmy przez skrzyżowanie na jednym kole pomiędzy jadącymi samochodami. Na szczęście nic nikomu się nie stało, wywrotki nie było. Po zatrzymaniu kolega zeskakuje z motoru jak poparzony, krzycząc że jestem popier.... i że więcej ze mną nie jeździ.
Ja na prawdę nie wiem co mu się stało, przecież to nie była do końca moja wina ;D
-
Hmmm, używanie nożnego sprzęgła przy postoju nie jest mądre moim zdaniem. Mój instruktor na A zawse uczył mnie zatrzymywać się na lewą nogę, ruszać również zawsze z lewej nogi, za ruszanie i zatrzymanie na prawą nogę niektórzy oblewali egzamin. Uywając nożnego sprzęgła na postoju uniemożliwiasz sobie podparcie na lewą nogę i możliwość naciśnięcia tylnego hamulca jednocześnie.
-
Nie jest to zbyt mądre jak widać po mojej przygodzie, ale bardzo fajnie się ruszało z nogi. Zazwyczaj bieg wrzucałem po zatrzymaniu się, kiedy już podpałem się prawą nogą, do zatrzymania motocykla żeby się nie staczał wystarczał w zupełności przedni hamulec. W tym jednym przypadku nie chciałem do końca się zatrzymywać, a tylko powoli podjechać do skrzyżowania i się rozejrzeć. Jakby nic nie jechało to po prostu jechałbym dalej, no ale jechały samochody i musiałem w końcu się zatrzymać. co się nie udało jak można przeczytać wcześniej ;D . Przestrzegam więc wszystkich przed takim stosowaniem sprzęgła.
-
To jest trochę przegięcie, że ktoś za nas ma decydować na której nodze podpierać motocykl. Osobiście zatrzymuję się na prawej nodze i używam przedniego hebla.
-
Przestrzegam więc wszystkich przed takim stosowaniem sprzęgła.
Tmbardziej w mieście, przy zatrzymywaniu się :D
Popieram Cie w 100%.
To jest trochę przegięcie, że ktoś za nas ma decydować na której nodze podpierać motocykl. Osobiście zatrzymuję się na prawej nodze i używam przedniego hebla.
Instruktor mi to wytłumaczył. Wiesz w czym rzecz?
Ze względów bezpieczeństwa prawa noga musi mieć cały czas możliwość naciśnięcia hamulca, prawą podpieram się tylko chwilkę bijąc pierwszy bieg, później znów zejście na lewą a prawa na podnóżek.
-
Ale czym to grozi? Gdzie te niebezpieczeństwo?
W sumie po głębszym zastanowieniu, kursantowi może być ciężko jednocześnie puszczać hamulec i dodawać gaz.
-
Wiesz co, moża dlatego, że kiedyś było ruszanie z wzniesienia, właśnie przy użyciu tylnego hamulca.
-
Nie wiem, nie znam się. Całe szczęście egzamin mam już za sobą :) Apropo. Lecę przewietrzyć Cezetę póki nie pada. :)
Ale się off zrobił :D
-
Moja wpadka na cz była raz dość niebezpieczna , bylo tak :
Wyjeżdżam z podwórka na drogie jak zawsze patrze czy ktoś jedzie widzę pusto to ruszam , dalej sobie jadę 60km/h nagle znajomy jedzie i wyprzedza . Ja spokojni jadę z góry było to ja luz i cz przyśpiesza naciskam pedał hamulca hamuje bo dziury jadę kawałek dalej rozpędziłem się było z 80km/h i pod góre widziałem wcześniej że znajomy wrzucił kierunek i skręca , jak wjechałem na tą góre ten samochód nadal kierunek mam włączony i stoi myślę że on skreci pojedzie on nadal stoi było z 20m to zaczynam hamowanie stara opona stomil troszkę pogarsza hamowanie i jeszcze coś hamulcami było nie tak nacisnąłem do końca to hamował i także na bokiem leciałem widzę że już blisko ,naciskam przedni hamulec widzę dość sporo wyhamowałem ale zostało do znajomego może 5m miałem obawę jak wezme z lewej to on ruszy i stuknie mnie i mi się wydawało że ktoś jedzie z lewej to ja wciągu ułamków sekund podąłem decyzje że ominę go z prawej bo trawa kawałek asfaltu jakimś cudem udało się później zauważyłem że on nagle ruszał i to też mnie troszkę uratowało , Jak jakieś miesiąc później zrobiłem hamulce że bebny dają radę że mz musiała z tarczy używać a później jeszcze oponę wymieniałem jadę sobie 60km/h i wrzucam kierunek z 5s przed zatrzymaniem i wjechaniem , dość mocniej zahamowałem tyłem i przodem słyszę troszkę pisku i klakson później patrze a tu było 7cm do mojego błotnika
-
Jak każdy opisuje swoje akcje to i ja opiszę. Było to gdzieś pod koniec sierpnia bieżącego roku. Jadę sobie WSK 175 przez park, oczywiście fajne żużlowe alejki, miałem zapięty 2 bieg i zakręt w prawo, jako że pomyślałem sobie o wchodzeniu bokiem w zakręty (chciałem tak jak skinder na youtube http://www.youtube.com/watch?v=eljUBWlsvwc (http://www.youtube.com/watch?v=eljUBWlsvwc) ) postanowiłem to zrealizować. Obroty niskie jak na początku na tym filmiku, wjeżdżam w zakręt no to gaz do oporu i tak mnie wystrzeliło że z wrażenia nie puściłem gazu ani sprzęgła nie wcisnąłem, efektem czego WSK odbiła w lewą stronę i gleba. Jazda w krótkich spodenkach zakończyła się fatalnie. Rozcięte lewe kolano, przez tydzień kulałem. WSK sobie chodziła cały czas jak leżała, lecz ją zgasiłem, postawiłem, oceniam straty: guma podnóżka kierowcy (lewa) zdarta do samego metalu, kierunkowskaz na szczęście tylko się porysował i rączka kierownicy lekko zdarta.
-
Hmmm, używanie nożnego sprzęgła przy postoju nie jest mądre moim zdaniem.
ja kiedyś musiałem używać sprzęgła nożnego przy powrocie z Czech do Polski i spokojnie dało radę
-
A czy komuś tego zabraniam? Powiedziałem tylko, że wg mnie to mało mądre rozwiązanie :P
-
Trzeba mieć ograniczone zaufanie do innych uczestników ruchu.
-
Heh,na Ogarze miałem gleby co chwilę(krzywe koła i rama.....)
Ale na Aprilii miałem tylko jedną.
Zawracałem na polnej drodze,z obydwóch stron miałem pola i piękny rów oddzielający pole od drogi.
Stoję w poprzek drogi,zamierzam właśnie cofać,kiedy nagle czuję,jak motorek rwie do przodu.
Okazało się,że pod przednim kołem zapadła się ziemia,ciągnąc za sobą motorek i zdziwionego właściciela. Co najlepsze - nie wjechałem do rowu,ale położyłem motocykl na boku:)
Pamiętam też,jak pewnego razu razem z kolegą jechałem tą samą drogą. On miał Kawasaki ER5,więc był z przodu,ja z racji posiadania owiewek powoli się toczyłem z tyłu. Kumpel zamiast zerknąc do lusterek odwrócił głowę o 180 stopni,co jak wiadomo kończy się zawsze tak samo - ściągnięciem motocykla na przeciwległą stronę. Wpakował się prawie 200 kg motorkiem do owego rowu:)
Jak się zatrzymałem to przez 5 minut nie mogłem z ziemi wstać,tak mnie rozbawił.
Oczywiście nic się nie stało,chociaż wyciągając ER'a nieźle się napociliśmy:)