Wolna Strefa Jawa - CZ
Inne => Na każdy temat => Wątek zaczęty przez: Paweł_1991 w Września 03, 2012, 23:22:15
-
Na samym początku chciałbym prosić moderatora o nieusuwanie tego tematu- co prawda dotyczy w moim przypadku sprzedaży samochodu, ale może ktoś chce opowiedzieć jakąś śmieszną historię tudzież anegdotę związaną z tym wątkiem.
A więc do rzeczy...
Jestem na etapie zakupu mojego motoryzacyjno-samochodowego marzenia, dysponując więc ograniczonymi funduszami wystawiłem na sprzedaż dotychczasowy wehikuł, Fiata CC700.
Ok, pierwszy dzień pobytu autka na allegro - dzwoni telefon:
-Witom, wiela chcysz Pan za ta czinketa?
-witam, tyle ile jest napisane w ogłoszeniu,
-to pierońsko dużo, moja sumsiodka rok tymu za czista pińćdziesiont puściła taki coś, niy da rady taniiij? Moij babie udało siy za dzisiontym razym zdoć prawko i coś ij chca kupić,
-niestety znam dobrze wartość swojego samochodu, za dużo w niego zainwestowałem pieniędzy żeby teraz oddać za darmo. Ale mój kolega chce sprzedać TICO o połowę taniej od mojego CC. Tylko trzeba progi zrobić przed zimą (małe wykwity) oraz lekko coś stuka mu w zawieszeniu,
cisza...... i wreszcie:
-ale jo szukom czygoś przi czym nic niy cza robić,
- hmmm
-to niy do rady puścić tanij? Kobel. Pasi?
-Możemy umówić się na oględziny, ale za proponowaną przez Pana cenę nie sprzedam...
-Dobra, szukom dali, narozie.
Drugi dzień, jeden telefon ale też mało konkretny, podobny do tego wyżej- z tym że już bez gwary i bardziej na poziomie. W sumie nic z niego nie wynikło, ale cóż czekam dalej.
Trzeci dzień, czwarty dzień- o, dzwoni jakiś nieznany telefon więc szybka diagnoza- to kupiec.
Rozmowa telefoniczna przebiegła bezproblemowo. Umówiłem się na oględziny, w końcu przychodzi ich pora. Wychodzę przed dom, witam się (dosyć długo mi to zajmuje bo przyjechali całą familią, ale to opowieść na inny temat).
Głównymi rozmówcami byli:
1) gościu w wieku około 50lat grubawy i z wąsem podobnym do takiego jaki miał Śp. Krzysztof Putra,
2) koleś koło 30-stki- z jednej strony z wyglądu przypominający statystycznego Polskiego szwagra, a z drugiej znawcę do spraw wszelakich (nawet tych pozaziemskich).
Okazało się że nie bez przyczyny gościu nr 1 skojarzony był przeze mnie ze Ś.P. Krzysztofem Putrą- już na początku oględzin w stylu PIS-owców wykrył spisek.
Szybka diagnoza: samochód po dachowaniu, bo jest zaciek po malowaniu w okolicy dachu- do tego nie leżące idealnie w linii uszczelki z drzwi.
Prawdziwą przyczyną uszkodzenia uszczelki jest założony bagażnik dachowy na rower (oprócz motocykli lubię czasem "pobuszować" na bicyklu).
Zaciek? Nie wiedziałem o nim wcześniej, szczerze mówiąc w ogłoszeniu napisałem BEZWYPADKOWY, a nie: ORYGINALNY LAKIER. Czinkieta była pewnie częściowo malowana przez poprzedniego właściciela ale z racji tego że robił częsciową naprawę blacharską pomalował to i owo. Reasumując: od momentu kiedy wchodziłem w posiadanie tego samochodu do teraz nie wpadłem na pomysł żeby badać grubość lakieru wszak to 20-letnie cudo z FSM.
Chciałbym zaznaczyć że samochód był i jest wizualnie w super stanie.... Jeżeli chodzi o szeroko pojętą mechanikę sprawa wygląda jeszcze lepiej, na przeglądzie diagnosta nie miał żadnych zastrzeżeń wręcz przeciwnie, powiedział że lubi jak ktoś na badanie przyjeżdża świeżo ponaprawianym autem (robiłem przed wizytą na stacji hamulce: tarcze, klocki oraz cały tył łącznie z bębnami).
Dobra, wróćmy do oględzin, a właściwie.... to długo już nie trwały. Panowie chcieli zbić sporo z ceny, byli wręcz obrażeni gdy usłyszeli nie.
Pojechali.
Teraz czekam na następny... telefon ;D
-
Moja przygoda.
Po zdanym prawku szukałem Jawy a raczej bardzo chciałem ją odkupić po sprzedaniu poprzedniej.
Znalazłem ładną sztukę w Bełchatowie (120km ode mnie).
Czarna, chromy, opłaty, na chodzie.
Dzwonię, pytam, dostałem dodatkowe zdjęcia. Poprosiłem pana o wstrzymanie się ze sprzedażą na tydzień gdyż chciałem Jawę obejrzeć i na 90% kupić jeśli byłoby OK. Nie było problemu.
Dzień przed moim przyjazdem zadzwoniłem by potwierdzić następny dzień i dowiaduje się iż w Jawie "stanął" silnik i nie da się nic z tym zrobić ^^
Dla mnie pic na wodę, nerwy mi puściły. Pewnie sprzedał drożej.
Cena wysoka nie była a motor ze zdjęć bardzo ładny.
-
Opowieści ciąg dalszy.
Niedziela późny wieczór- telefon. Odbieram, rozmawiam o szczegółach dotyczących samochodu następnie umawiam się na oględziny.
Poniedziałek rano: urywam się z pracy, zjawiam się w umówionym miejscu (nie u mnie pod domem ale w centrum miasta- cóż, gościu chciał podjechać do znajomego mechanika więc ok). Oglądacze to jeden gość koło 30-stki i drugi w wieku koło 18 lat? Nie ważne, drogę do mechanika dałem pokonać młodszemu typowi ale miał duży problem z wrzucaniem biegów (prawie każda zmiana związana była z dużym zgrzytem). Później żałowałem bo skrzynia pewnie ucierpiała na tym :(
Podczas jazdy typ miał jeszcze pretensje że kierunek nie odbija przy skręcie mniejszym niż 90 stopni.
Dobra, dojeżdżamy do mechanika, ten podchodzi do samochodu i mówi: nie kupujcie siedemsetki, to jest dupiaty motor- trzeba regulować gaźnik co jakiś czas, pozatym słabe osiągi, duże spalanie- nie warto. Koleś spytał się mechanika:
-czyli nie opłaca się siedemseta, nie chcesz dokładnie zobaczyć co i jak?
-nie.
Tak zakończyły się oględziny.
Przez cały dzień byłem strasznie wkur...., musiałem prosić się szefa żeby dał mi wolną godzinę i przeznaczyć pieniądze na paliwo (dojazd na drugi koniec miasta) żeby usłyszeć że to 700-tka i jednak nie....
KUŹWA rozumiem że w przypadku sprzedaży np. BMW, Audi albo Mercedesa mogą pojawić się oglądacze chętni tylko na przejażdżkę. Ale Cinquecento?
W sumie to nauczka, następnym razem będę umawiać się to tylko u mnie pod domem a jeżeli padnie pytanie czy może mechanik zobaczyć samochód to: tak, oczywiście ale proszę przyjechać z nim.
Jakaś klątwa Ci oglądacze :o
Przypomniałem sobie jeszcze jedną krótką anegdotę związaną ze sprzedażą pojazdu.
Trzy lata temu wystawiłem na allegro.pl starego zmęczonego życiem 126p w zawrotnej cenie 400zł do negocjacji. Potrzebowałem wtedy pilnie kasy... Zaraz po zamieszczeniu ogłoszenia było kilka telefonów, pierwszy potencjalny kupujący zjawił się w 30min ;D
Mówi że malucha chce zakupić do żony :o , Odpowiedziałem mu na to: jak pan chcesz, ale jak pan kochasz żonę to niewarto bo nawet mi strach tym jeździć :P
Ogląda i ogląda chyba pół godziny i pada pytanie:
-kupię go ale jest warunek: podjedzie Pan jutro żeby mój mechanik go zobaczył do Piekar Śląskich (20km od mojego miejsca zamieszkania w jedną stronę) i ile może Pan spuścić z ceny?
-dam znać jutro rano, dowidzenia i dobranoc Panu.
Koniec końców został sprzedany za 350zł w ten sam dzień, kupił go chłopak w moim wieku z sąsiedniego miasta- podczas jazdy próbnej o mały włos nie zaliczyliśmy dachowania, to był jakiś rajdowiec.
Później chyba stanął w nim silnik na amen bo przez rok stał zmasakrowany pod blokiem :(
Na koniec dodam że w maluszku było zamontowane jako takie nagłośnienie czyli można powiedzieć że sprzedałem radio i głośniki a auto dodałem w prezencie :)